"Nasze dzieciństwo pamiętają nasi rodzice, naszą starość- nasze dzieci. My sami pamiętamy zaledwie kilka momentów".
Nie trudno się z tym nie zgodzić, prawda?!
A na dziś przygotowałam post z krótką recenzją lakierów Inglot. Kupiłam od razu cztery w różnych kolorach. Nigdy wcześniej ich nie miałam i mam strasznie mieszane uczucia co do nich.
Przede wszystkim Inglot ma bardzo bogatą i piękną paletę barw ale... zaraz Wam napiszę kilka "ale" odnośnie moich numerków.
nr 943- odcień zółtego.
Wystarczyła jedna warstwa lakieru dla na prawdę dobrego efektu na paznokciu (co widać na zdjęciu poniżej)
nr 949- odcień pomarańczy
Również nałożyłam tylko jedną warstwę lakieru, a efekt jest na prawdę super.
nr 969- odcień mięty
Bardzo przyzwoity kolor, zdecydowanie w tym sezonie. Jedynym minusem jest to, że zostawiał straszne smugi i trzeba nieźle się napracować aby nałożyć go równomiernie na paznokieć. Wymaga on nałożenia dwóch warstw lakieru.
nr 971- odcień wrzosu
Zdecydowanie mój ulubieniec jeśli chodzi o kolor. Niestety jak powyższy zostawia smugi oraz wymaga nałożenia podwójnej warstwy lakieru.
Podsumowując:
-Inglot ma bardzo duży wybór kolorów
-Trwałość na moich ostatnio rozdwajających się paznokciach sięga ok 5 dni więc jestem z tego faktu bardzo zadowolona
-schną ok 5-7 minut
-łatwo się zmywają (jednak ten pomarańczowy jest dość toporny przy zmywaniu)
- oraz moje "ale" dwa ostatnie zostawiają smugi przy pierwszej warstwie, trzeba się bardzo napracować aby drugą warstwę położyć idealnie! oraz jak za tą cenę (25 zł/sztukę) wymagałoby się aby jedna warstwa lakieru wystarczyła.
Cieszę się, że posiadam je w swojej kolekcji lakierów, jednak i tak uważam, że tanie lakieru typu Safari czy Coral Prosilk są równie dobre i wystarczające dla osób które lubią często zmieniać kolory, natomiast są o wiele tańsze!
A Wy miałyście styczność z Inglot'em? Jeśli tak to podzielcie się doświadczeniami i opiniami.